Czy wiecie, że 9000 lat temu Grenlandia była porośnięta brzozowymi lasami, a w Alpach i Skandynawii rosły drzewa w miejscach, które dziś pokrywają lodowce?
Pod koniec lipca 2025 r. EPA ( Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska) ogłosiła, że emisje CO₂ i innych gazów cieplarnianych nie są szkodliwe ani dla ludzi, ani dla środowiska, a amerykański DOE (Departament Energii USA) opublikował raport, który sugeruje, że wpływ CO₂ na klimat USA jest przeszacowany pisaliśmy o tym kilka dni temu).
Stanowiska te wywołały prawdziwą burzę w środowisku klimatycznym na świecie, gdyż podważyły całą dotychczasową narrację, która była podstawą regulacji klimatycznych w USA.
To, że na świecie bywało już cieplej niż obecnie, a w miejscach obecnych lodowców rosły kiedyś bujne lasy jest faktem, którego żaden naukowiec nie jest w stanie podważyć.
Na Grenlandii odnaleziono skamieniałości drzew brzozowych sprzed tysięcy lat, w Alpach natrafiono na pnie datowane na okres wczesnego holocenu, a w Skandynawii i Kanadzie osady organiczne wskazują na bujną roślinność w miejscach, gdzie teraz obecnie znajduje się rozległy lodowiec.
Tzw. konsensus naukowy dot. globalnego ocieplenia stwierdza, że fakty te nie podważają teorii globalnego ocieplenia.
Dlaczego?
Bo dawne ocieplenia, jak to w holocenie (około 9000–5000 lat temu) były napędzane naturalnymi czynnikami, takimi jak zmiany w orbicie Ziemi (cykle Milankovicia), które wpływały na ilość promieniowania słonecznego i zachodziły powoli (przez tysiące lat), a współczesne ocieplenie jest znacznie szybsze, co ma jednoznacznie wskazywać na jego antropogeniczne pochodzenie, głównie z powodu emisji gazów cieplarnianych, takich jak CO₂, pochodzących ze spalania paliw kopalnych.
Ale czy człowiek na pewno jest głównym winowajcą obecnie obserwowanego ocieplenia?
W ostatnich latach pojawia się coraz więcej alternatywnych hipotez, które podkreślają rolę naturalnych czynników w kształtowaniu klimatu, a są to przede wszystkim:
  • Aktywność słoneczna, która wg niektórych badaczy może mieć znacznie większy wpływ na temperatury na Ziemi, niż się powszechnie uznaje.
  • Cykle oceaniczne, w postaci zjawisk takich jak El Niño czy Oscylacja Północnoatlantycka, które znacząco wpływają na rozkład ciepła i wilgoci na Ziemi.
  • Promieniowanie kosmiczne (tzw. teoria Henrika Svensmarka) mówiąca o tym, że zmiany w promieniowaniu kosmicznym wpływają na powstawanie chmur na Ziemi, a tym samym – na globalną temperaturę.
  • Aktywność wulkaniczna, która może kształtować klimat Ziemi, zarówno przez emisję CO2 jak i wyrzut aerozoli, które mogą ochładzać klimat.

Jaka jest prawda?

Czy to człowiek rzeczywiście stoi za globalnym ociepleniem, czy może mamy do czynienia z naturalnymi procesami, na które nasz wpływ jest znikomy lub wręcz żaden?

Jedno jest pewne – polityka odgrywa znacznie większą rolę w kształtowaniu teorii naukowych, niż wielu z nas przypuszcza.

Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy teorii globalnego ocieplenia kierują się własnymi politycznymi i ekonomicznymi interesami, co doskonale widać na przykładzie USA w ostatnich dekadach.

Gdy kilkanaście lat temu potrzeba było uzasadnić poważne zmiany w gospodarce, błyskawicznie pojawiły się raporty, teorie i regulacje wskazujące na kluczowy wpływ człowieka na klimat.

Dziś, gdy priorytetem staje się dostęp do taniej energii pochodzącej z paliw kopalnych, a główni konkurenci USA tacy jak Chiny, zdają zupełnie nie przejmować się emisjami CO2, globalne ocieplenie w USA zostało odwołane.

Obserwując kierunek, w którym zmierza Europa, można przypuszczać, że i u nas prędzej czy później czeka podobna rewizja tych poglądów, w przeciwnym razie zostaniemy kontynentem z najwyższymi cenami energii na świecie i największym „sukcesem” w redukcji emisji CO2, który to „sukces” w obliczu polityki USA, Chin i innych dużych gospodarek i tak nie będzie mieć kompletnie żadnego znaczenia dla świata.