Kilka dni temu, gdy przez całą Europę przetaczała się fala upałów, a intensywne używanie klimatyzacji powodowało drastyczne wzrosty zużycia energii elektrycznej, Komisja Europejska zdecydowała o oszczędzaniu energii i wyłączeniu klimatyzacji w budynku swojej głównej siedziby w Brukseli.

Klimatyzację wyłączono jednak nie w całym budynku, a jedynie na piętrach zajmowanych przez szeregowych pracowników. Gabinety najwyższych rangą urzędników, w tym przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen oraz większości komisarzy, nadal były chłodzone.

Trudno o lepszy przykład tego, czym w praktyce są podwójne standardy, z których Unia Europejska słynie od lat.

Zwykły pracownik ma oszczędzać energię i znosić upały, a elita może pracować w komfortowych warunkach.

Podwójne standardy w Unii Europejskiej to nic nowego!

Polska od lat słyszała, że musi odejść od własnych surowców energetycznych, ponosić coraz wyższe koszty transformacji, płacić za kolejne regulacje klimatyczne i dostosowywać się do ambitnych celów wyznaczanych w Brukseli. Jednocześnie wiele państw członkowskich z Niemcami na czele otrzymało wyjątki, okresy przejściowe lub specjalne rozwiązania uwzględniające ich interesy.

Dziś podobny mechanizm widać nawet wewnątrz samej Komisji Europejskiej.

Gdy zaczyna brakować energii, oszczędzać muszą szeregowi pracownicy, ale elita już nie musi.

Urzędnicy pracujący na niższych piętrach nie kryli oburzenia. Padły mocne słowa o hańbie i feudalizmie i pytania o podwójne standardy.

Można więc zadać jedno pytanie – jeżeli nawet urzędnicy Komisji Europejskiej nie są gotowi w równym stopniu ponosić kosztów własnej polityki energetycznej, to dlaczego oczekuje się tego od setek milionów Europejczyków?