To nie żart drodzy Państwo! Takie jest oficjalne stanowisko należącej do PGNiG – Polskiej Spółki Gazownictwa (PSG), która kilka dni temu poinformowała, że „na razie wstrzymuje zawieranie umów na realizację przyłączy gazowych dla nowych odbiorców, ponieważ środki na inwestycje na lata 2022-2023 zostały w pełni zarezerwowane na realizację zawartych już umów przyłączeniowych”.

Mamy więc w tym momencie bardzo „ciekawą” sytuację, zwłaszcza w tych województwach, które na mocy lokalnych uchwał antysmogowych zablokowały prawnie możliwość instalacji źródeł ciepła na paliwa stałe.

Mieszkańcy tych województw w obecnej sytuacji nie mogą zainstalować ani żadnego źródła ciepła na paliwo stałe (węgiel, drewno, pellet), ani na gaz ziemny, a biorąc pod uwagę bardzo trudną obecnie dostępność pomp ciepła, ich wysoką cenę oraz wchodzące od kwietnia niekorzystne zmiany dla fotowoltaiki, wiele rodzin zostanie postawionych w skrajnie beznadziejnej sytuacji.

Nie dziwi więc coraz częściej powtarzane przez wielu mieszkańców naszego kraju stwierdzenie, że wróciła komuna, tylko w znacznie gorszym wydaniu, bo nawet za komuny nie zmuszano prawnie ani do inwestycji w najdroższe możliwe rozwiązania grzewcze, ani do marznięcia, jeśli kogoś na te rozwiązania nie stać.

Choć wyczerpanie środków inwestycyjnych jest oficjalnym wytłumaczeniem PSG, to dotarły do nas głosy, że w niektórych oddziałach PGNiG zainteresowani przyłączeniem do sieci gazowej słyszą od pracowników PGNiG wprost, że odgórny zakaz nowych przyłączeń związany jest z obawami PGNiG o to, że gazu może wkrótce po prostu zabraknąć.

Biorąc pod uwagę to, że większość błękitnego paliwa importujemy z Rosji, a z końcem tego roku wygaśnie kontrakt jamalski jest nie jest to teoria pozbawiona sensu i logiki.

Co powinien w obecnej sytuacji zrobić Rząd i samorządy lokalne?

Umożliwić ludziom montaż ekologicznych i zgodnych z unijną dyrektywą ecodesign źródeł ciepła na paliwa stałe, zwłaszcza tam, gdzie wprowadzono tego typu zakazy.