Czy zastanawiali się Państwo kiedyś na czym tak naprawdę opiera się współczesna wiedza o klimacie i założenie, że ociepla się on obecnie w bezprecedensowym tempie?
Tzw. konsensus naukowy dot. globalnego ocieplenia jest jednoznaczny – ziemia ociepla się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a główną przyczyną tego zjawiska jest działalność człowieka.
Skąd jednak pochodzą wszelkie dane o wzrostach globalnych temperatur na podstawie których naukowcy na całym świecie doszli do tego tzw. konsensusu? Dane te pochodzą przede wszystkim z globalnych baz temperaturowych, takich jak amerykańskie GISS (NASA) i NOAA, czy brytyjskie HadCRUT (Met Office), a także z danych dostarczanych przez różnego rodzaju krajowe instytucje meteorologiczne jak np. polskie IMGW.
Cały więc konsensus naukowy i cała wiedza o globalnym ociepleniu opiera się przede wszystkim na założeniu, że dane te są prawdziwe i nie są w żaden sposób zmanipulowane.
Ale czy tak jest na pewno?
Na cały ten ogrom danych będących fundamentem owego konsensusu naukowego składają się surowe dane pomiarowe, które następnie poddawane są tzw. „homogenizacji”. To skomplikowany proces modelowania komputerowego, którego (oficjalnym) celem jest usunięcie różnego rodzaju błędów pomiarowych wynikających czy to ze zmiany lokalizacji stacji pomiarowej, czy wpływu urbanizacji na same odczyty, czy też z metod samych pomiarów temperatury, które zmieniały się wielokrotnie na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.
W tym miejscu pojawia się pytanie, które dla wielu brzmi jak naukowa herezja – „Co by było, gdyby okazało się, że dane, na których opiera się cała teoria globalnego ocieplenia, w wielu miejscach znacząco rozmijają się z rzeczywistością?
Pytanie to zdajemy nie bez powodu, bowiem okazuje się, że sytuacji mogących rodzić poważne wątpliwości jest naprawdę sporo, a z każdym kolejnym rokiem pojawiają się kolejne.
W 2016 roku Królewski Holenderski Instytut Meteorologiczny (KNMI) przeprowadził homogenizację danych temperaturowych ze stacji w De Bilt za lata 1901-1950. Procedura ta oficjalnie miała na celu ujednolicenie serii pomiarowych po zmianie lokalizacji stacji i typu osłon termometrów . Skutek? Z oficjalnych statystyk zniknęło aż 16 z 23 fal upałów z tamtych lat, w tym także legendarna wręcz fala upałów z lata 1947 roku, którą do dzisiaj pamięta wielu Holendrów. W efekcie można więc było odnieść wrażenie, że skoro przez pierwsze 50 lat XX wieku było sporo chłodniej (niż naprawdę było), to teraz jest dużo cieplej niż kiedyś…
Gdy z holenderskich danych zniknęły upały, które pamiętają żyjący do dzisiaj ludzie, którzy je przeżyli, w Holandii wybuchła prawdziwa afera. Przez wiele lat organizacja Clintel, na czele z dziennikarzem naukowym Marcelem Crokiem, bezskutecznie kwestionowała te korekty, a KNMI ignorował wszelkie zarzuty. Co więcej – nawet próby publikacji krytycznych artykułów w prasie, były blokowane przez dyrekcję KNMI .
Przełom nastąpił dopiero w lutym 2026 roku, gdy krytycy opublikowali swoją analizę w recenzowanym czasopiśmie naukowym, a holenderskie KNMI pod presją niepodważalnych dowodów naukowych, przywróciło siedem z szesnastu wcześniej usuniętych fal upałów, w tym słynne upały z 1947 roku.
Jeszcze „ciekawsza” historia miała miejsce na Wyspach Brytyjskich, gdzie niezależny badacz klimatu Ray Sanders postanowił zweryfikować dane meteorologiczne publikowane przez brytyjski Met Office. Sanders złożył szereg wniosków o informację publiczną (FOI) i osobiście odwiedził lokalizacje wielu stacji pogodowych figurujących w oficjalnych zestawieniach „UK Climate Averages”. Wynik prywatnego śledztwa okazał się szokujący, okazało się bowiem, że aż 103 z 302 stacji używanych do wyliczania długoterminowych średnich temperatur od dawna już nie istnieje. Ponad 100 stacji, z których wyniki były cały czas oficjalnie podawane zostało zamkniętych lata, a nawet dekady wcześniej . Met Office tłumaczyło, że estymowało (modelowało) dane z tych stacji na podstawie innych pobliskich stacji, jednak w wielu w przypadkach najbliższe stacje znajdowały się nawet kilkadziesiąt kilometrów dalej, co czyniło estymację naukowo wątpliwą. W odpowiedzi na zarzuty, zamiast publicznego wyjaśnienia, Met Office po prostu usunęło po cichu dane dla kilku najbardziej wątpliwych stacji pomiarowych (Lowestoft, Paisley i Nairn).
Co więcej – pod koniec 2025 roku, okazało się, że ponad 80% brytyjskich stacji pomiarowych (w tym te, na których bito historyczne rekordy ciepła) znajduje się w miejscach skrajnie nieodpowiednich według standardów WMO (Światowej Organizacji Meteorologicznej) i że są to stacje tzw. klasy 4 lub 5, co oznacza, że błąd pomiarowy wynikający z otoczenia może wynosić od 2 do nawet 5 stopni Celsjusza.
Podobne wątpliwości dotyczą największych amerykańskich agencji, których dane są podstawą całego konsensusu naukowego dotyczącego globalnego ocieplenia.
Niezależni analitycy od lat wskazują np. na rozbieżności w danych arktycznych. W styczniu 2012 opisali oni, jak GHCN i GISS zmieniły dane temperaturowe dla Reykjaviku na Islandii, skutecznie „schładzając” wyjątkowo ciepłe na Islandii wczesne dekady XX wieku. Szczegółowa analiza aż jedenastu stacji arktycznych wykazała ten sam schemat, w którym ocieplenie w Artkyce w latach 20., 30. i 40. oraz ochłodzenie w latach 60. i 70 były korygowane w globalnych bazach danych, tak aby ocieplenia w latach 20., 30. i 40. w ogóle nie było.
W danych ze stacji Ostrov Dixon na rosyjskiej północy korekty ochłodziły lata 20., 30. i 40., jednocześnie ocieplając lata 60. i 70. W Barrow na Alasce korekty usunęły większość ochłodzenia z lat 60., 70. i 80., co jest niezgodne z lokalną historią pomiarów . Łączny efekt tych zabiegów mógł doprowadzić do podwojenia trendu wzrostu temperatur w Arktyce z 0,7°C na sto lat w danych oryginalnych do 1,4°C po korektach .
Co znamienne, sam Islandzki Instytut Meteorologiczny potwierdził te rozbieżności. Trausti Jónsson, wieloletni szef badań klimatycznych w Islandzkim Biurze Meteorologicznym (IMO). zauważył, że w globalnej bazie danych GISS (NASA) oraz GHCN (NOAA), temperatury dla Islandii z lat 1920–1940 zostały znacząco obniżone w procesie tzw. homogenizacji. Islandia doświadczyła bowiem w tym okresie bardzo wyraźnego ocieplenia (tzw. Early Twentieth Century Warming), które w surowych danych z Reykjaviku czy Stykkishólmur było ewidentne. Jednak algorytmy NASA „wyprostowały” ten skok temperatury, sprawiając, że okres ten wyglądał w globalnych bazach danych na chłodniejszy, niż wynikało to z lokalnych zapisów.
Powyższe kilka przykładów manipulacji danymi, to tylko przysłowiowy „wierzchołek góry lodowej”, góry, którą próbuje się na siłę rozpuścić tak „homogenizując” dane temperaturowe, aby pasowały one do z góry założonej tezy.
Jeśli jednak w Holandii potrzeba było aż siedmiu lat walki grupy naukowców, by przywrócić do krajowej bazy danych fale upałów sprzed 1950 roku , skoro brytyjskie Met Office przez lata publikowało dane z nieistniejących stacji i usuwało je po cichu, gdy wyszło to na jaw , skoro islandzcy meteorolodzy wprost kwestionują to, jak GISS traktuje ich narodowe pomiary – to czy możemy mieć absolutną pewność, że obraz globalnego ocieplenia, który znamy z mediów i raportów IPCC, jest wiernym odbiciem rzeczywistości?
Czy świat, który ociepla się w tempie 0,26°C na dekadę , ociepla się naprawdę aż tak szybko, czy może ociepla się tylko w globalnych i krajowych bazach danych, z których systematycznie usuwa się lub „homogenizuje” wszystko, co może podważyć ten obraz?
Najnowsze komentarze