Ministerstwo Klimatu i nowe normy jakości węgla.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska szykuje rewolucję! 25 kwietnia 2024 r. opublikowany został projekt nowego rozporządzenia w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych (link do projektu). Oznaczenia sortymentów węgla zmieniono tak, aby żaden ekolobbysta nie mógł mieć choćby najmniejszego skojarzenia, że jakikolwiek węgiel jest ekologiczny. Definitywnie musimy zapomnieć już o nazwie „ekogroszek”. Z kolei parametry zostały tak zaostrzone, że nie wiadomo jakie paliwo stałe zdoła je spełnić. Rodzi się pytanie – czy to naiwność, czy głupota? To nic innego jak wyrzucenie węgla z sektora komunalno-bytowego, nie wprowadzając generalnego zakazu jego używania, ale przyjmując wymagania, którym nie sposób sprostać… Przyjrzyjmy się temu projektowi bliżej.

Dwa docelowe paliwa przyszłości

Po wejściu w życie rozporządzenia w sektorze komunalno-bytowym, będziemy mieli następujące rodzaje paliw stałych.

  • · węgiel kostka,
  • · węgiel orzech,
  • · węgiel orzech dla kotłów klasy 3, 4 i 5 lub spełniających wymogi ekoprojektu (nowy rodzaj paliwa),
  • · węgiel groszek,
  • · węgiel groszek dla kotłów klasy 3, 4 i 5 lub spełniających wymogi ekoprojektu,
  • · węgiel miał,
  • · węgiel antracyt,
  • · paliwa stałe otrzymywane w procesie przeróbki termicznej węgla kamiennego,
  • · paliwa stałe otrzymywane w procesie przeróbki termicznej węgla brunatnego.

MKiŚ chce, żeby od 1 lipca 2029 r. na rynku zostały jedynie orzechy i groszki dedykowane dla kotłów 3,4 i 5 klasy lub spełniających wymogi ekoprojektu. Co do reszty paliw przewidywane są okresowe zaostrzenia norm aż do lipca 2029, kiedy te paliwa mają wypaść z rynku. Wcześniej, bo z dniem 1 lipca 2025 r., wyeliminowane mają zostać paliwa stałe otrzymywane w procesie przeróbki węgla brunatnego.

Co to oznacza?

Za kilka lat Polacy nie kupią zwykłej kostki, orzecha czy groszku. Zostaną im jedynie dwa paliwa przyszłości, dedykowane do kotłów 3,4,5 klasy i zgodnych z ekoprojektem. To kolosalna zmiana, która wywraca rynek węgla opałowego do góry nogami. Dodatkowo wymagania jakościowe dla dwóch paliw dopuszczonych do obrotu po czerwcu 2029r. zostały tak ustalone, że eliminują zarówno węgiel krajowych producentów jak i węgle z dotychczasowych kierunków importu. Co ciekawe, jedynie część węgli rosyjskich mogłaby spełniać te kryteria – te jednak nie trafią na krajowy rynek ze względu na embargo.

Oba paliwa przyszłości mają wymogi w postaci maksymalnego popiołu na poziomie 7%, maksymalnej zawartości siarki na poziomie 0,60% oraz maksymalnej wilgoci na poziomie 11%.

Wymogi co do popiołu i siarki wyrzucają z rynku polski węgiel!

Zawartości popiołu nie będzie się bowiem dało ograniczyć do wymaganego poziomu i wyprodukować takiej ilości paliwa, żeby odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynku. Dodatkowo, polskie węgle cechują

się wysoką zawartością siarki, która wynika z charakterystyki polskich złóż węglowych. Tego parametru nie da się w żaden sposób zmienić – zależy on wyłącznie od pokładów.

Czy to zamierzony, czy może nieświadomy zamach na polskie górnictwo?

Nie nam to osądzać, jednak wierzymy też w siłę przekonywania związków zawodowych, dla których te cyferki w tabelach jakościowych mogą oznaczać masowe redukcje zatrudnienia w kopalniach.

Jest jeszcze jedna kwestia, która powoduje u nas śmiech przez łzy.

Wymagania jakościowe dla nowego groszku dedykowanego do kotłów klas 3, 4 i 5 oraz spełniających wymogi ekoprojektu są dużo bardziej rygorystyczne, niż wymagania dla dotychczasowo funkcjonującego paliwa – „groszku premium”.

Paliwa tego praktycznie nie było na rynku, a nawet w uzasadnieniu do projektu rozporządzenia wskazano, że tylko u jednej państwowej spółki znaleziono ten towar w ofercie i już obecnie jest on dostępny na rynku jedynie w ilościach śladowych.

Jeśli więc paliwa tego nie ma nawet obecnie na rynku w wystarczającej ilości, to co dopiero mówić o groszku o jeszcze bardziej zaostrzonych wymogach?

Jesteśmy trochę zawiedzeni, że w rozporządzeniu reguluje się marzenia, a nie uwzględnia się realnej sytuacji podażowo popytowej. Wisienką na torcie jest jeszcze fakt, że dotychczasowy groszek premium był dedykowany do kotłów klasy 5 (co wynika nawet z treści obecnego rozporządzenia). Wprowadzamy zatem paliwo do kotłów klasy 3,4 i 5, które jest lepsze niż paliwo do kotłów klasy 5. To tak, jakbyśmy kilkuletniego passata zatankowali paliwem lotniczym i liczyli na super wynik w ograniczeniu jego emisyjności… Niby można próbować, ale czy warto?

Czasowe zaostrzanie norm

Pisaliśmy o przyszłości, ale skupmy się teraz na tym, co to rozporządzenie oznacza dla rynku zaraz po jego wejściu w życie.

W kontekście kostki i orzecha zasadniczo plan jest taki, żeby do 31 sierpnia 2024 r. paliwa te miałyby spełniać te same wymagania, co obecnie. Następnie zaczyna się ich stopniowe zaostrzanie, jednak już od pierwszej zmiany norm jakości czyli od 1 września 2024 r. napotkamy istotne problemy z dostępnością tego paliwa. Zaostrzenie parametru zawartości popiołu i siarki, a w późniejszym okresie również minimalnej wartości opałowej, pozostawia niewiele dostępnego towaru w sortymentach obecnych na rynku. A zatem, pomimo wyznaczenia daty 1 lipca 2029 r., jako końca kostki i zwykłego orzecha, z paliwami tymi możemy w znacznym stopniu pożegnać się już wcześniej, gdyż po prostu nie będzie ich na rynku w wystarczającej ilości.

Ważne pytanie – co mają zrobić przedsiębiorcy, którzy posiadają na magazynach paliwo spełniające obecne wymagania i które „za chwilę” nie będzie spełniać nowych norm? Mają przekierować ten towar do ciepłownictwa i energetyki? Za jaką cenę? Z resztą nie każdy ma taką możliwość logistyczną – są bowiem sprzedawcy obsługujący tylko gospodarstwa domowe. Co z kontraktami w toku? Nikt się nie zastanowił, z jakimi stratami dla przedsiębiorców wiążą się proponowane zmiany? Tym ministerstwo nie wydaje się przejmować.

Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie groszku (zwykłego). Zaraz po wejściu w życie rozporządzenia, wszystkie groszki mają mieć wartość opałową minimum 24 MJ/kg, czyli tyle co obecny „groszek plus” (do niedawna ekogroszek). W praktyce oznacza to eliminację zwykłych groszków z rynku już za chwilę, w najbliższym sezonie grzewczym. Cała masa groszków zapakowanych w workach i oczekujących na Kowalskiego na składzie lub w sklepie internetowym, ma być teraz rozpakowana i przekierowana do energetyki? Jaki jest tego koszt i kto go pokryje?

Warto również wspomnieć o węglu typu „miał” (dotychczas: „miał plus”, „ekomiał – nazwa handlowa”). Do 30 czerwca 2027 r. wymagania jakościowe mają się nie zmieniać, następnie maksymalna dopuszczalna zawartość popiołu, siarki i wilgoci ma spaść tak, że tego sortymentu nie będzie już w ogóle w sektorze komunalno-bytowym.

Jeżeli zamierzano wyeliminować „miał plus” wcześniej niż w 2029 r., to lepiej byłoby napisać to wprost, a nie schować to rozwiązanie za wymaganiami jakościowymi.

Co mają powiedzieć małe gospodarstwa ogrodnicze, wykorzystujące „miał plus” i jednocześnie nieposiadające tak dużych instalacji, żeby zgodnie z prawem spalać zwykły „miał”? Czy ktoś zastanowił się nad wpływem tego pomysłu na ceny żywności?

Wszystkie te zabiegi w obszarze wymagań jakościowych doprowadzą do stanu, w którym większa część paliw oferowanych obecnie w sektorze komunalno-bytowym wypadnie zupełnie z rynku, a zatem nie będzie mogło dojść do zbalansowania popytu z podażą. W oczywisty sposób wpłynie to na drastyczny wzrost cen węgla, dla niektórych odbiorców tak istotny, że nie będą oni mogli pozwolić sobie na jego zakup.

Przejdziemy znów zatem na palenie chrustem i wszystkim, czym się da. Mamy nadzieję, że „tylko nie oponami”, jak mawiał prezes Kaczyński.

Apelujemy do nowej władzy, która stawia się w pozycji ludzi mądrzejszych od poprzedników – nie doprowadźcie do takich zaburzeń rynku, które trzeba będzie później w strachu przed utratą władzy ratować dopłatami do cen węgla, czy innym szalonym pomysłem sprzedaży węgla przez gminy.

Nie idźcie w ślady poprzedników, od których metod tak się odcinacie!

Nowe nazwy węgla, czyli ekolobbyści finalnie zwyciężyli

Od kilku lat istnieje w Polsce silne lobby antywęglowe, które jednak nie zajmuje się proponowaniem rozwiązań prawnych, mających na celu poprawę warunków środowiskowych, a po prostu wprowadza chaos w innych dziedzinach.

Zaczęło się od ekogroszku. Od kilku lat walczono z tą nazwą, sugerując, że wprowadza ona w błąd konsumentów, co do ekologicznego charakteru tego paliwa. Nazwa ta pozwalała natomiast konsumentom odróżnić zwykły groszek, od tego lepszego jakościowo i taki był jej główny cel w ramach długoletniej praktyki jej używania. W ramach ostatniej zmiany norm jakości dla paliw stałych, na przełomie 2022 i 2023 r., nazwę „ekogroszek” zamieniono na „groszek plus” oraz oznaczenie: „ekogroszek – nazwa handlowa”. W konsekwencji można było posługiwać się oznaczeniem „ekogroszek”, jednak wskazując, że jest to tylko nazwa handlowa.

Zgodnie z opublikowanym projektem zmian sformułowanie „ekogroszek” ma zniknąć całkowicie z użycia. Za żadną z tych zmian nie idzie jakakolwiek akcja informacyjna ze strony ministerstwa. Ledwo co konsument przyzwyczai się do nowej nomenklatury, a już nazewnictwo ulega kolejnej zmianie. Mówiąc wprost – klienci zgłupieją już zupełnie.

W zakresie sortymentów groszkowych będziemy mieli dwa rodzaje paliw: „węgiel groszek” oraz „węgiel groszek dla kotłów klasy 3, 4 i 5 lub spełniających wymogi ekoprojektu”.

Jeżeli więc, po wejściu w życie rozporządzenia przedsiębiorcy będą wykorzystywali do oznaczania towarów nazwę handlową „ekogroszek”, mogą narazić się na zarzuty wprowadzania konsumentów w

błąd. A co, jeżeli ktoś ma na stanie tysiące worków z nadrukowanym „ekogroszkiem”? To trudno – lepiej, żeby przygotował nowe worki, niewprowadzające konsumentów w błąd i żeby zrobił to szybko. Rozporządzenie wchodzi bowiem w życie po 3 dniach od dnia ogłoszenia.

Podobnie jest z oznaczeniem „ekomiał”, o którym musimy zapomnieć. Już wkrótce będziemy używać wyłącznie nazwy: „węgiel miał”. Tylko jak w takim razie odróżnić miał dla ciepłownictwa i energetyki od lepszego jakościowo „węgla miału” dla sektora komunalno-bytowego? W prosty sposób niestety nie będzie się dało… Ministerstwo Klimatu nie wydaje się tym jednak przejmować.

Konsultacje projektu zmian

PIGSW oczywiście wzięło udział w konsultacjach publicznych i starało się uświadomić MKiŚ, jak daleko idące konsekwencje niesie za sobą wprowadzenie w życie rozporządzenia w zaproponowanym kształcie. Liczymy na to, że celem autorów projektu nie była cicha eliminacja węgla z sektora komunalno-bytowego, szczególnie, że zgodnie z Polityką Energetyczną Polski 2040 węgiel w sektorze komunalno-bytowamy miał funkcjonować do 2030r. w miastach i do 2040 na obszarach wiejskich.

Mając taką nadzieję, liczymy na poprawę treści projektu rozporządzenia, w przeciwnym razie możemy już pogrzebać węgiel i całą branżę.

Głośna kiedyś w mediach była historia o księdzu, który zorganizował pogrzeb parafii i w kościele postawił otwartą trumnę z lustrem w środku, tak żeby każdy wierny mógł zobaczyć siebie w trumnie.

Oby sprzedawcy węgla nie musieli organizować takiego rytuału wspólnie z górnikami, dla 1/3 społeczeństwa, która wciąż ogrzewa się indywidualnie węglem.