Pomorska Uchwała Antysmogowa
Akty Prawne
Stanowisko Izby
Aktualności
Coraz więcej gmin z zakazami korzystania z paliw stałych!
Czy absurdalne i niespotykane nigdzie indziej w Europie uchwały pozbawią miliony mieszkańców naszego kraju niedrogich źródeł ciepła? Czy uwielbiane przez Polaków kominki odejdą do lamusa? „Coraz więcej samorządów decyduje się na to, by zakazać korzystania z paliw...
czytaj dalej
Czy poziom gazyfikacji oraz termomodernizacji budynków może wpływać na poziom ubóstwa energetycznego w Polsce?
To pytanie szczególnie istotne w kontekście niedawnych podwyżek cen gazu i styropianu oraz zapowiadanych przez analityków kolejnych podwyżkach cen gazu w przyszłości. Związków pomiędzy ubóstwem energetycznym, a poziomami gazyfikacji i termomodernizacji w Polsce w...
czytaj dalej
OPINIA EKSPERTA: Dlaczego EKOgroszek jest „eko” ?
Krystyna Kubica, dr inż. Ekspert Polskiej Izby Ekologii w Katowicach Sezon grzewczy, niekorzystne warunki atmosferyczne i występujące incydenty smogowe, i znów liczne opinie, komentarze, które koncentrują się na hasłach walki ze „smogiem” i na walce z węglem, nawet z...
czytaj dalejPomorskie Uchwały Antysmogowe
Z okazji Barbórki – Święta Górników składamy najlepsze życzenia!
„Czarne złoto” może okazać się bardziej wartościowe niż złoto?
Brzmi jak sensacja, a jednak to fakt potwierdzony najnowszymi badaniami amerykańskich geologów oraz naukowców z Uniwersytetu Teksańskiego. Przeanalizowali oni popioły powstałe po spalaniu węgla w amerykańskich elektrowniach i odkryli w nich prawdziwy skarb – ogromne ilości metali ziem rzadkich, czyli pierwiastków niezbędnych do produkcji elektroniki, technologii kosmicznych, turbin wiatrowych, aut elektrycznych czy nowoczesnych systemów obronnych.
Według opublikowanych analiz, w samych tylko amerykańskich hałdach popiołu węglowego (z lat 1985–2021) może znajdować się około 11 milionów ton metali ziem rzadkich, których wartość szacowana jest nawet na 165 miliardów dolarów, z czego realnie do odzyskania jest ok. 97 miliardów dolarów.
To nie spekulacja, tylko konkretne wyniki badań opublikowane w International Journal of Coal Science & Technology.
Metale ziem rzadkich to dziś „krew obiegu technologicznego” na całym świecie. Bez nich nie powstaną silniki elektryczne, smartfony, lasery, satelity, rakiety czy systemy energetyczne przyszłości. Świat XXI wieku jest od nich skrajnie uzależniony, a 60–70% ich produkcji kontrolują dziś Chiny.
Odzysk tych pierwiastków z popiołów pozwala nie tylko uniezależnić się od importu, ale także ograniczyć szkody środowiskowe, rekultywując stare składowiska popiołu.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Polska to kraj, który przez dekady opierał swoją energetykę na spalaniu węgla i ma takich popiołów ogromne ilości – dosłownie miliony ton. A każdy taki składowany odpad może kryć w sobie znacznie większą wartość, niż kiedykolwiek przypuszczaliśmy.
Od lat mówi się, że „węgiel to przeżytek”, tymczasem okazuje się, że może on zostać wykorzystany drugi raz – najpierw jako paliwo, a później jako źródło cennych surowców, bez których nie działa współczesna technologia. Co więcej, stężenie pierwiastków ziem rzadkich w popiele jest nawet 4–10 razy wyższe niż w samym węglu, co czyni go idealnym materiałem do odzysku.
Zamiast patrzeć na popioły jak na problem moglibyśmy potraktować je jako strategiczny zasób, dający ogromny potencjał do rozwoju polskich technologii odzysku REE (rare earth elements), a także nowe miejsca pracy, mniejszą zależność od zagranicznych dostawców tego typu pierwiastków, czy w końcu jako potencjalne źródło dodatkowych zysków ze sprzedaży nadmiarowych ilości metali ziem rzadkich odzyskanych z popiołów składowanych w Polsce.
Może więc nasze „czarne złoto” faktycznie okaże się bardziej cenne niż złoto – jeśli tylko wykorzystamy potencjał, który od dekad leży na hałdach?
Węgiel wcale nie musi być „straszny”. Okazuje się bowiem, że można nie tylko spalać go w znacznie czystszy sposób, ale także wykorzystać go więcej niż jeden raz, a to, co dotąd uznawano za odpad, może stać się jednym z kluczowych surowców dla gospodarki przyszłości.
ETS2 wejdzie w życie rok później. Sukces, czy odroczenie wyroku?
5 listopada 2025 r. państwa członkowskie Unii Europejskiej uzgodniły przesunięcie rozpoczęcia działania systemu ETS2 (handlu uprawnieniami do emisji w sektorach budynków i transportu) o jeden rok – z 2027 r. na 2028 r.
Decyzja zapadła podczas posiedzenia Rady UE ds. Środowiska, na którym jednocześnie przyjęto unijny cel redukcji emisji o 90% do 2040 r. w porównaniu z 1990 r.
Co konkretnie ustalono w Brukseli?
Unijni ministrowie środowiska zgodzili się przesunąć start systemu handlu emisjami dla budynków i transportu (ETS2) z 2027 na 2028 rok. Jednocześnie UE utrzymała ambitny cel redukcji emisji o 90% do 2040 roku. Harmonogram jest następujący:
Do końca 2025 r. Komisja Europejska opracuje ostateczne zasady funkcjonowania systemu, w tym mechanizmy mające stabilizować ceny uprawnień (planowany pułap to około 45 euro za tonę CO₂ do 2029 roku).
W latach 2025–2026 potrwa etap monitorowania i raportowania emisji, jednak bez obowiązku ich opłacania.
W styczniu 2028 r. nastąpi pełne uruchomienie ETS2, co oznaczać będzie nowe opłaty związane z ogrzewaniem mieszkań i transportem drogowym.
Czy otrąbiony przez rządzących sukces jest rzeczywiście powodem do otwierania szampana i ogłaszania zwycięstwa?
Choć rząd ogłasza zwycięstwo, eksperci są zgodni – roczna zwłoka to jedynie odsunięcie w czasie nieuniknionej katastrofy, a nie jej uniknięcie. Polska nadal jest krajem najbardziej narażonym na gigantyczne koszty tego systemu w całej Unii Europejskiej.
Mamy najstarszy i najmniej efektywny energetycznie zasób budynków w UE, masowo ogrzewanych paliwami kopalnymi (gaz, węgiel, olej opałowy), po naszych drogach jeździ jeden z najstarszych parków samochodowych w UE, z ogromną przewagą aut na benzynę i olej napędowy, a rządowe programy, takie jak „Czyste Powietrze”, działają zbyt wolno i w sposób, który nie nadąża za skalą wyzwania.
W efekcie gigantyczne obciążenie dla polskich rodzin i przedsiębiorstw nie zniknęło – po prostu nadejdzie o 12 miesięcy później.
Wiele komentarzy wskazuje, że prawdziwym powodem przesunięcia ETS2 o rok jest nie uniknięcie kosztów, a uniknięcie politycznego samobójstwa. Rok 2027 będzie w Polsce i wielu krajach UE rokiem wyborczym. Wejście ETS2 w tym terminie oznaczałoby drastyczne podwyżki cen paliw i ogrzewania, co mogłoby się okazać druzgocące dla rządzących w wielu europejskich krajach.
Prawdziwym zwycięstwem, na które czekali Polacy, nie było opóźnienie ETS2, lecz jego całkowite zablokowanie lub wynegocjowanie dla Polski specjalnych, długotrwałych derogacji. Na drakońskie podwyżki, które i tak nadejdą, nikt w Polsce nie jest gotowy – ani w 2027, ani w 2028 roku.
Czy Bill Gates właśnie odwołał globalne ocieplenie?
Bill Gates – jeden z największych orędowników walki z klimatem, właśnie rzucił bombę, po której na całym świecie na nowo rozgorzała dyskusja na temat tzw. globalnego ocieplenia.
Gates kilka dni temu, tuż przed szczytem klimatycznym COP30 w Brazylii, stwierdził, że „zmiany klimatyczne nie doprowadzą do końca ludzkości i że pomimo poważnych skutków ocieplenia klimatu, ludzie będą mogli dostosować się do tych zmian i normalnie żyć w większości miejsc na Ziemi”.
Wypowiedź Gatesa momentalnie podchwycił amerykański prezydent Donald Trump, który tryumfalnie ogłosił, że „wygrał z Gatesem wojnę w sprawie oszustwa globalnego ocieplenia”.
Choć Gates nie zanegował wprost ocieplenia klimatu, to napisał wystarczająco dużo, żeby włożyć przysłowiowy kij w szprychy alarmistów klimatycznych na całym świecie.
Gates stwierdził bowiem, że zamiast obsesyjnego skupiania się na zerowych emisjach, świat powinien skupić się bardziej na walce z ubóstwem, chorobami i głodem, bo ubóstwo i choroby to obecnie większy problem dla świata niż klimat. Gates skrytykował obsesyjne skupianie się na zerowych emisjach i temperaturach, podczas gdy miliony ludzi na świecie nie ma co jeść.
Trudno odmówić Gatesowi racji, patrząc nawet na nasze własne „podwórko”, gdzie trwa właśnie szaleńcza i często bezmyślna walka z emisjami CO2 kosztem pogorszenia warunków życia milionów ludzi.
Zamykamy kopalnie, stawiamy wiatraki za miliardy złotych, a rachunki za prąd i ogrzewanie i tak eksplodują w górę. Ubóstwo energetyczne dotyka już milionów ludzi w Polsce, a tuż za rogiem czekają kolejne klimatyczne podatki i daniny z ETS2 na czele.
Tymczasem Polska odpowiada za zaledwie 0,73% (dane z Global Carbon Project i IEA za 2023 r.) globalnych emisji CO2. To mniej niż emisje z kilku największych chińskich elektrowni węglowych, a tych Chiny mają już ponad 1200 i cały czas budują nowe.
To pokazuje, jak marginalny jest polski wkład w światową emisję, a mimo to płacimy coraz więcej, bo „musimy ratować planetę, która umiera”.
Skoro jeden z największych na świecie orędowników walki z globalnym ociepleniem stwierdził, że planeta z całą pewnością nie umrze i że my także poradzimy sobie z cieplejszym klimatem jako ludzkość, to może warto by było chociaż zrewidować nieco podejście i dostosować tempo transformacji energetycznej do naszych możliwości?
Bo Gates ma absolutną rację w tym, że obsesyjne skupianie się na zerowych emisjach to znacznie mniejszy problem niż ubóstwo, choroby i głód, a paradoks polega na tym, że to właśnie zbyt pospieszne dążenie do tych zerowych emisji jest dzisiaj jedną z przyczyn postępującego ubóstwa, głodu i chorób będących naturalnym skutkiem tego, że ludzi nie stać na życie w godnych warunkach.
Tylko czy ktoś w Warszawie lub Brukseli w ogóle słucha Gatesa, szczególnie wtedy, gdy mówi on coś, co nie pasuje do scenariusza bezkompromisowej walki z „płonącą planetą”?