Pomorska Uchwała Antysmogowa
Akty Prawne
Stanowisko Izby
Aktualności
Coraz więcej gmin z zakazami korzystania z paliw stałych!
Czy absurdalne i niespotykane nigdzie indziej w Europie uchwały pozbawią miliony mieszkańców naszego kraju niedrogich źródeł ciepła? Czy uwielbiane przez Polaków kominki odejdą do lamusa? „Coraz więcej samorządów decyduje się na to, by zakazać korzystania z paliw...
czytaj dalej
Czy poziom gazyfikacji oraz termomodernizacji budynków może wpływać na poziom ubóstwa energetycznego w Polsce?
To pytanie szczególnie istotne w kontekście niedawnych podwyżek cen gazu i styropianu oraz zapowiadanych przez analityków kolejnych podwyżkach cen gazu w przyszłości. Związków pomiędzy ubóstwem energetycznym, a poziomami gazyfikacji i termomodernizacji w Polsce w...
czytaj dalej
OPINIA EKSPERTA: Dlaczego EKOgroszek jest „eko” ?
Krystyna Kubica, dr inż. Ekspert Polskiej Izby Ekologii w Katowicach Sezon grzewczy, niekorzystne warunki atmosferyczne i występujące incydenty smogowe, i znów liczne opinie, komentarze, które koncentrują się na hasłach walki ze „smogiem” i na walce z węglem, nawet z...
czytaj dalejPomorskie Uchwały Antysmogowe
Polacy przeciwni zakazowi ogrzewania węglem!
Polacy nie chcą zakazu palenia węglem!
Choć debata o przyszłości ogrzewania w Polsce trwa, najnowsze dane z badania Rankomat.pl pokazują jasno, że polskie społeczeństwo jest w dużej mierze przeciwne drastycznym zmianom.
Wyniki badania pokazują, że zaledwie co czwarty Polak (24%) popiera wprowadzenie bezwzględnego zakazu używania węgla w gospodarstwach domowych.
Sprzeciw wobec takiego zakazu widoczny jest zarówno na wsiach jak i w miastach. Na wsiach aż 53% ankietowanych otwarcie sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu, a poparcie dla niego deklaruje zaledwie 18% mieszkańców. W miastach sceptycyzm jest nieco mniejszy, ale wciąż wyraźny – przeciwnikiem zakazu palenia węglem jest aż 44% mieszkańców miast, a popiera go 27% ankietowanych.
Liczba osób niezdecydowanych na wsi i w mieście jest taka sama i wynosi 29%.
Głównymi powodami, dla których Polacy mówią „nie” zakazowi palenia węglem, są troska o finanse, a przede wszystkim pogorszenie sytuacji osób najuboższych (54% wskazań) Przeciwnicy zakazu ogrzewania węglem wskazują również na wzrost kosztów życia, brak środków na inwestycje oraz to, że dla wielu osób (28%) węgiel pozostaje najtańszą opcją ogrzewania. Aż 22% ankietowanych deklaruje wprost, że nie stać ich na wymianę źródła ciepła na inne.
Zwolennicy wprowadzenia całkowitego zakazu wskazują przede wszystkim na troskę o zdrowie i chęć poprawy jakości powietrza. 37% ankietowanych twierdzi także, że węgiel jest po prostu przestarzałym źródłem ciepła.
źródło: NetTG
Komentarz PIGSW:
Patrząc na wyniki tego badania zastanawia nas najbardziej jedno – ile osób z grupy zwolenników wprowadzenia całkowitego zakazu ogrzewania węglem słyszało kiedykolwiek o nowoczesnych kotłach węglowych, które spalają węgiel w sposób całkowicie bezdymny i zgodny z najbardziej restrykcyjnymi normami emisji spalin w Europie? Zastanawiamy się także jak wyglądałoby takie badanie wśród osób, które wiedzą, że węgiel można spalać w ogrzewnictwie domowym naprawdę czysto, bez generowania pyłów, które są przyczyną smogu w Polsce?
Tak straszono globalnym ociepleniem już 30 lat temu!
Większość plaż na wschodnim wybrzeżu USA miała zniknąć już 6 lat temu…
W ten sposób straszono globalnym ociepleniem w USA już 30 lat temu. Co z tego straszenia okazało się prawdą? Ano niewiele, albo prawie nic… Dziś zapraszamy Państwa na małą podróż w czasie – do 1995 roku, gdy w renomowanym i jednym z najbardziej wpływowych na świecie dzienniku The New York Times ukazał się artykuł pt. “Scientists Say Earth’s Warming Could Set Off Wide Disruptions” autorstwa Williama K. Stevensa. Autor artykułu, powołując się na renomowany panel ONZ (IPCC), donosił z powagą, że Ziemia stoi już na progu klimatycznej katastrofy.
Przytaczał między innymi takie tezy jak to, że: „Przy najbardziej prawdopodobnym tempie wzrostu poziomu oceanów większość plaż na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych zniknie w ciągu 25 lat”.
Od dnia, w którym ukazał się ten – jak najbardziej poważny artykuł, minęło nie tylko te 25 lat, ale jeszcze ponad 5 lat „bonusowych”. Mamy rok 2026, a plaże na Wschodnim Wybrzeżu USA nadal tam są. Miami Beach, Coney Island, Myrtle Beach – te i wszystkie inne oparły się zapowiadanej z powagą apokalipsie.
Ale to nie jedyna „trafiona” prognoza z tego artykułu…
Wg naukowców na których powoływał się autor artykułu – Grenlandia i lodowce na Antakrtydzie miały się topić w zastraszającym tempie, a poziom podnoszącej się w oceanach wody miał zalewać coraz więcej miejscowości na wybrzeżach. Tymczasem przez te 30 lat poziom morza podniósł się o około 10 cm, a najnowsze badania ujawniły, że od 2021 roku lodowiec na Antarktydzie nie tylko przestał się zmniejszać, ale w pewnym momencie zaczął bardzo szybko rosnąć. W latach 2021 – 2023 pokrywa lodowca wzrastała średnio o 108 gigaton rocznie!
W artykule Williamia K. Stevensa w 1995 roku prognozowano również, że ekosystemy leśne nie nadążą za migracją stref klimatycznych i będą masowo znikać. Tymczasem lasy w USA i Europie nie tylko nie znikły, ale zajmują dziś znacznie większą powierzchnię niż 30 lat temu, gdy pisano tamten artykuł. Najzabawniejsze jest to, że naukowcy już wtedy próbowali grać na dwa fronty – z jednej strony straszyli nieuchronną katastrofą, a z drugiej widzieli też, że „mogą też być korzystne efekty ocieplenia klimatu – łagodniejsze zimy, szybszy wzrost roślin, rozszerzenie się obszarów upraw na wielu obszarach m.in. w samych USA”.
Jaki morał z tej historii?
W 1995 roku straszono świat wizjami, które miały się spełnić „już za chwilę”. Minęło prawie 30 lat, a plaże w USA jak stały tak stoją, przybrzeżne miasta na całym świecie nie są pod wodą, a w Polsce po wyjątkowo zimnym i mokrym lecie, mamy właśnie mroźną i pełną śniegu zimę „stulecia”. Może zamiast wpadać w panikę przy każdej nowej i „nieomylnej” prognozie dotyczącej nieuniknionych skutków ocieplenia klimatu, warto zachować zdrowy dystans i odrobinę sceptycyzmu?
Warszawa rozważa ustawienie koksowników w mieście!
Dwa dni temu pisaliśmy o rządowym Poradniku Bezpieczeństwa i jego genialnej radzie na ogrzewanie źródłami ciepła, które nie potrzebują prądu. Okazuje się, że w stolicy wzięli te zalecenia do serca, a nawet do sztabu kryzysowego
Jak informuje TVP Warszawa: „W związku z prognozami utrzymujących się dużych mrozów prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zwołał na piątek posiedzenie sztabu kryzysowego. Rozważane jest ustawienie w mieście koksowników”.
Sprawdziliśmy w kilku źródłach, czy to na pewno nie żart, ale okazuje się, że nie! Gdy słupek rtęci spadł do poziomu, który nasze babcie nazywały „chłodnym przedwiośniem”, władze Warszawy zwołały sztab kryzysowy. Temat? Groźba zamarznięcia miasta. Rozwiązanie? Brzmi jak żart z Poradnika Bezpieczeństwa, ale nie jest. Władze Warszawy rozważają ustawienie koksowników na ulicach.
Tak, dobrze czytacie! Koksowników! Urządzeń, które w rankingach emisyjności biją na głowę nawet najstarszego i najgorszego „kopciucha” na węgiel.
Zwykły Warszawiak od października 2023 nie może legalnie spalić nawet kostki węgla w supernowoczesnym i bezdymnym kotle zgodnym z najbardziej restrykcyjnymi normami emisyjnymi w Unii Europejskiej, bo grożą za to drakońskie mandaty. Władze Warszawy w odpowiedzi na kilkudniowy mróz rozważają legalne, miejskie, masowe kopcenie z metalowych beczek. To nie jest żart. To oficjalnie rozważana opcja.
Gdzie tu sens i logika? Zaginęła pewnie w dymie z koksowników, które Warszawa zamierza rozpalić na ulicach.
I znów nasuwają się pytania, na które bardzo chcielibyśmy poznać odpowiedź.
Czy te koksowniki będą podlegały uchwale antysmogowej?
Czy będzie przy nich stał strażnik miejski z analizatorem dymu, żeby pilnować, czy przypadkiem koks nie spala się zbyt kopcąco?
I najważniejsze – czy mieszkańcy, którzy dostaną mandat za palenie węglem w super ekologicznym kotle, będą mogli odwołać się do precedensu ustawienia miejskich kopciuchów?
Wychodzi na to, że walka ze smogiem w Polsce ma dwa oblicza – surowy rygor dla obywatela i elastyczna taryfa ulgowa dla władz.
Władzom Warszawy proponujemy zorganizowanie akcji społecznej polegającej na rozdawaniu rządowego Poradnika Bezpieczeństwa przy warszawskich koksownikach. Będzie można na „żywym” przykładzie pokazać o jakie źródła ciepła chodziło autorom poradnika.
Ogrzewanie bez prądu? Świetny pomysł! Szkoda, że nielegalny…
Za kilka dni do wszystkich domów i mieszkań w Polsce trafić ma rządowy „Poradnik Bezpieczeństwa”, który ma przygotować wszystkich Polaków na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe.
Cel jak najbardziej ważny, idea wydania tego typu poradnika słuszna, tylko jego zawartość miejscami dość … oderwana od rzeczywistości, w której żyjemy…
Poradnik dostępny jest już od pewnego czasu w wersji elektronicznej i każdy zainteresowany może się z nim zapoznać, co też z wielką ciekawością uczyniliśmy.
Na stronie 22 tegoż poradnik, w dziale „Przygotuj swoje otoczenie”, naszym oczom ukazuje się złota rada – „Alternatywne źródło ogrzewania, które nie działa na prąd.”
Chwileczkę… Przecieramy oczy ze zdumienia i czytamy jeszcze raz…
Czyżbyśmy odkryli nowy, rewolucyjny wymiar polskiej polityki?
Przez ostatnie lata bowiem, z iście misyjnym zapałem, eliminowano w Polsce wszystko, co mogłoby pasować do tego opisu.
Piece kaflowe? Nielegalne!
Kotły na węgiel i drewno? Nielegalne!
Kominki (nawet te spełniające wyśrubowane wymagania unijnego „ekoprojektu”) ? W wielu regionach Polski również nielegalne!
Pierwsze pytanie jakie więc rodzi się po przeczytani tejże złotej rady brzmi – O JAKIE KONKRETNIE ŹRÓDŁA CIEPŁA CHODZI?
Bo przecież wszelkie współczesne i dopuszczone prawnie do użytkownia źródła ciepła bez prądu po prostu… nie działają!
Pompa ciepła? Bez prądu to być może stylowy, ale niestety lodowaty mebel.
Kocioł na gaz? Długo nie podziała! Bez prądu nie popłynie ani gaz w sieci, ani ciepła woda do grzejników, bo nie załączą się wszelkiego rodzaju pompy, zawory, czujniki itd.
Nowoczesny kocioł na pellet? Ten sam problem – zapalarka, sterownik, wentylator, pompy, zawory – wszystko „ssie prąd”…
Kominek z płaszczem wodnym? Bez działającej na prąd pompy obiegowej, to tylko romantyczny, ale martwy „znicz” w salonie.
Czyżby rządowi chodziło o zapas świeczek, gorące dyskusje polityczne, a może ciepłe uczucie rozczarowania, płynące z tego że miliony Polaków zamieniło coś czym w sytuacji kryzysu można było się ogrzać, na coś, co bez prądu najzwyczajniej w świecie nie zadziała?
Kolejne pytanie, które aż ciśnie się nam na usta brzmi – CO NA TO UCHWAŁY ANTYSMOGOWE?
Wyobraźmy sobie sytuację kryzysową – brak prądu, mróz na zewnątrz, temperatura w domu szybko spada. Obywatel, kierując się rządowym poradnikiem (i zdrowym rozsądkiem), odpala w Krakowie lub Wrocławiu kominek na drewno.
Czy w tej heroicznej walce o przetrwanie odwiedzi go drużyna straży miejskiej z mandatem za używanie „nielegalnego źródła ogrzewania”?
A może dla regionów, które wyeliminowały nawet najbardziej ekologiczne kominki, przewidziano jakąś inną wersję Poradnika Bezpieczeństwa?
Nie wiadomo czy się śmiać drodzy Państwo, bo choć zabawnie to wszystko brzmi, to zabawne wcale nie jest. Żyjemy bowiem w rzeczywistości i kraju, w którym jeden absurd goni kolejny.
Najpierw przez lata konsekwentnie odbierano nam energetyczną niezależność i wszelkie odporne na kryzysy sposoby ogrzewania, a teraz, w obliczu potencjalnego kryzysu, te same sposoby ogrzewania wskazuje się jako ratunek w kryzysie.
Czy to oznacza, że rząd oficjalnie mówi, że „Piece i kominki są złe i nielegalne, ale w razie „W” – będą dobre i legalne”?
Pytanie jest zupełnie poważne, zwłaszcza dziś – kilka dni po tym, jak wraz z końcem 2025 roku miliony pieców, kotłów i kominków w Polsce zostało uznane za nielegalne na mocy uchwał antysmogowych.