Na Antarktydzie najzimniej od ponad 40 lat.

Na biegunie południowym właśnie kończy się wiosna i powoli zaczyna się lato. Słońce świeci coraz dłużej, ale zamiast ciepła uderzył absolutnie rekordowy mróz.

15 października 2025 r., o godzinie 7:00 czasu lokalnego, Amundsen-Scott – amerykańska stacja naukowo-badawcza na Antarktydzie – zanotowała temperaturę –61,3°C.

To najniższa wartość dla października od 1981 roku, czyli od ponad 40 lat.

(Źródło: ventusky.com)

Mimo że o tej porze roku powinno być znacznie cieplej (w antarktycznej skali oczywiście), silne wiatry i zimne masy powietrza z głębi kontynentu spowodowały bardzo gwałtowny spadek temperatur.

Dla porównania – średnia październikowa temperatura na tej stacji to około –30°C do –40°C, a więc o ponad 20°C cieplej.

W czasach nieustannych alarmów o postępującym globalnym ociepleniu, tak rekordowy mróz na Antarktydzie każe się zastanowić: czy nasza planeta naprawdę się ociepla, czy może to tylko okresowe wahania temperatur raz w jedną, a raz w drugą stronę?

Gdy w lecie mieliśmy rekordowe upały w Finlandii, aktywiści klimatyczni trąbili o nich na wszystkie strony, podkreślając, że to niezbity dowód globalnego ocieplenia. Gdy mamy zupełnie odwrotną sytuację na Antarktydzie – i to zaledwie kilka miesięcy później – ci sami ludzie milczą, bo informacja ta nie pasowałaby do ich narracji.

Nie przeczymy, że w skali globalnej klimat (aktualnie) się ociepla, tak jak ocieplał się już wiele razy w przeszłości. Na Ziemi bywało już o wiele cieplej niż jest obecnie, bywało też znacznie chłodniej.

Pokazujemy jednak pewną hipokryzję środowisk, które głośno krzyczą o każdej anomalii pogodowej związanej ze wzrostem temperatur, a bardzo wymownie milczą, gdy klimat pokazuje skrajnie odmienne oblicze, co w ostatnich latach wcale nie jest rzadkością.