10 lutego 2026 r. Parlament Europejski ostatecznie poparł cel redukcji emisji o 90% do 2040 r. i zatwierdził przesunięcie startu systemu ETS2 na 2028 r. Choć Bruksela i rządy państw członkowskich próbują przedstawić to jako „kompromis chroniący obywateli”, w rzeczywistości to jedynie odroczenie potężnego uderzenia w portfele Polaków, przed czym ostrzegaliśmy już wielokrotnie.
Europosłowie, idąc śladem ustaleń Rady UE, o których pisaliśmy tutaj (link), przegłosowali dokument, który staje się nowym fundamentem unijnej polityki. Najważniejszym punktem jest oficjalne zatwierdzenie celu 90% redukcji emisji do 2040 roku, co dla polskiej gospodarki oznacza konieczność przeprowadzenia rewolucji energetycznej w tempie niemal niemożliwym do udźwignięcia. Jednocześnie system ETS2, który opodatkuje ogrzewanie domów i paliwo w bakach naszych aut, został formalnie przesunięty z 2027 na styczeń 2028 roku.
Choć politycy w Warszawie mogą próbować ogłaszać „zwycięstwo” i chwalić się wynegocjowaniem dodatkowego roku oddechu, rzeczywistość pozostaje brutalna. Jak zauważyliśmy już w listopadzie, ta roczna zwłoka ma wymiar czysto polityczny, a nie ekonomiczny.
Zatwierdzenie startu ETS2 na rok 2028 to czytelny sygnał, że brukselskie elity i krajowe rządy przestraszyły się potencjalnego gniewu wyborców w 2027 roku. Przesunięcie opłat o 12 miesięcy pozwala rządzącym przejść przez kampanię wyborczą bez tłumaczenia się z drastycznych podwyżek. Problem jednak nie znika – zostanie jedynie na chwilę „schowany do szafy”, z której wypadnie z podwójną siłą tuż po wyborach.
Dla przeciętnej polskiej rodziny decyzja Parlamentu Europejskiego to bardzo zła wiadomość. Polska nadal pozostaje krajem najbardziej narażonym na koszty tego systemu ze względu na system elektroenergetyczny oparty głównie o paliwa kopalne i jeden z najstarszych parków samochodowych w UE, o czym pisaliśmy w listopadzie, po ustaleniach Rady UE dot. celów klimatycznych i wejścia w życie ETS2. Roczny poślizg w ETS2 niczego nie zmieni. Dzisiejsze głosowanie to jasny dowód na to, że walec „Zielonego Ładu” nie zwolnił, a jedynie na chwilę zdjął nogę z gazu. Polacy za ten „kompromis” i tak zapłacą ogromną cenę – tyle, że rok później, niż pierwotnie planowano.
Najnowsze komentarze